poniedziałek, 27 marca 2017

61. Młody pelikan

O tym, że nie wszystkie życiowe historie nadają się na bulwersujące nagłówki.


Nikt nie czyta nudnych historii. Moja historia jest zdecydowanie nudna i nawet nieopakowana w celofan z kolorową kokardką, dlatego nigdy się nie sprzeda. Nie to co bulwersujące historie, których nagłówek fantastycznie komponuje się ze słowem "skandal" i licznymi wykrzyknikami, ooo tak, te rozprzestrzeniają się po internecie niczym bakterie po wypełnionej pożywką szalce Petriego.

Dlatego kiedy szefowa zadzwoniła do mnie na dobry miesiąc przed moim planowanym powrotem do pracy i poprosiła o spotkanie, głowę miałam pełną wizji mrocznych i złowieszczych niczym pismo ze skarbówki. Z czerwoną pieczątką. Zastanawiałam się tylko, czy od razu mnie zwolnią, czy będą na tyle miłosierni, żeby luźno zasugerować korzyści płynące z urlopu wychowawczego, najlepiej w maksymalnym wymiarze czasowym.

Zaczęłam obstawiać w myślach, co będzie powodem ewentualnego zwolnienia dyscyplinarnego. Bo że na każdego człowieka znajdzie się paragraf, w to nigdy nie wątpiłam. No więc co? Nieścisłości w raportach, których i tak nikt nie czyta? Nie oddzwanianie do klienta, który nagrał się na sekretarkę dwa lata temu o 3 w nocy? Brutalne pogwałcenie zasad ochrony danych? Obstawiałam to ostatnie, szczególnie że za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, co zrobiłam z kluczem dostępu, odchodząc na zwolnienie półtora roku wcześniej. Oddałam? Zabrałam? Wisi sobie dalej w moim komputerze?

If you have a cross to bear, you may as well use it as a crutch. Powiedzmy sobie szczerze. Nigdy nie lubiłam tej pracy. Podpisując pierwszą umowę patrzyłam na "3 miesiące" raczej sceptycznie. No to teraz stoję w obliczu wspaniałej okazji, żeby pierdolnąć tym wszystkim i zacząć żyć tak, jak zawsze chciałam (w sumie to nie wiem jak, ale na pewno inaczej!).

Tymczasem moja szefowa zaproponowała mi udział w zupełnie nowym, pilotażowym projekcie dla nowego, atrakcyjnego klienta. Biere! - pomyślałam. W pracy, której się nie cierpi, nowe jest zawsze, zawsze lepsze niż stare. Bo jak będzie dobrze szło, to wszyscy będą myśleli, że to twoja zasługa, nawet jeśli ty sam wiesz, że to nieprawda. A jeśli będzie szło źle, to przynajmniej nie ma żadnych wyników z zeszłego kwartału, do których mogliby cię porównywać.

Był tylko taki jeden drobny haczyk, że projekt zaczyna się od 3 kwietnia, czyli na 2 tygodnie przed moim planowanym powrotem do pracy. I że biuro jest na zasranym końcu świata.
W ramach przynęty zwiększyli mi pulę premii. Mi, matce wracającej z macierzyńskiego. Mówiłam, że moja historia jest nudna, nie?
Połknęłam haczyk z przynętą jak młody pelikan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz