czwartek, 9 marca 2017

59. Planowana ekstrakcja

O odnalezieniu w życiu właściwej perspektywy.


Doszłam ostatnio do wniosku, że na progu trzydziestego roku życia, dźwigając na swych spracowanych barkach kredyt hipoteczny i 9,5-kilo żywego człowieka, trzeba spojrzeć dorosłości w oczy i pójść do dentysty. A konkretnie, do dentysty-sadysty, czyli chirurga, w sprawie ekstrakcji dolnej ósemki, którą tak przygniótł ciężar życia i szarości świata, że rośnie w bok zamiast do góry.

Znacie z filmów tę scenę, gdy wielki inkwizytor przed rozpoczęciem właściwego przesłuchania demonstruje potencjalnemu heretykowi szeroki zasób oprzyrządowania? Mniej więcej tak się czułam, gdy na wielocalowym ekranie LCD ten sadysta zaczął mi kreślić, który kawałek kości zamierza mi wyciąć, a potem na jakie kawałki potnie tego nieszczęsnego zęba, żeby go wyciągnąć. I jakie skutki uboczne mogą się zdarzyć. Ale, że nie muszę się martwić, do nerwu jest bardzo daleko, dwa milimetry, a nie, przeprasza bardzo, jeden.

Także gdy mi tak opowiadał, lekko ugięły się pode mną nogi i pomyślałam sobie, może kiedy indziej, w sumie to jeszcze karmię piersią, a tu wiadomo, znieczulenia, antybiotyki i takie tam. I kto wie, może będę karmić Karaluszka do dziesiątego roku życia, a wtedy nie ma zmiłuj, ósemka musi zostać.

Ale potem pomyślałam sobie, że co by nie było, to taki zabieg trwa zaledwie półtorej godziny, a nie osiem. I nikt nie każe ci przeć. Więc w sumie nie jest tak źle.

Mówili, że posiadanie dziecka daje inną perspektywę i mieli rację!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz