poniedziałek, 23 stycznia 2017

51. Inne dzieci

O dokonaniu odkrycia, jakim są inne dzieci. I o problemach w dystrybucji tego dobra w terenie.


Odwiedziny u mojej rodziny uświadomiły mi, jak łatwo sprzedać dziecko. I nawet nie chodzi o to, że w 11 przypadkach na 10 Karaluszek wybierze babcię, dziadka, tatę, kota, a nie mnie, bo to jest fakt powszechnie znany i jeśli czegoś tu nie rozumiem, to czemu do cholery jasnej to mnie dotknął przywilej przepchnięcia delikwenta przez drogi rodne i czemu to ja doświadczam cudu laktacji.

Tym razem okazało się, że równie łatwo sprzedać dziecko w domu praktycznie dziecku nieznanym, osobom które widziało z 5 razy w swym Karaluszkowym życiu. Otóż robimy następująco. Umieszczamy dziecko w Pomieszczeniu nr 1. Dajemy 10 minut na oswojenie się. Otwieramy na drugim końcu korytarza Pomieszczenie nr 2, w którym bawią się dzieci. Voilà! Dziecko sprzedane. Nawet o dostawę nie trzeba się martwić, samo podreptało.

Uświadomiło to nam, znaczy się szczęśliwym rodzicom, palącą konieczność znalezienia znajomych z dziećmi, mieszkających w odległości nieco mniejszej niż 500 km. A najlepiej w mieście stołecznym Warszawie. Bułka z masłem, możnaby pomyśleć. Warszawa, miasto stołeczne, jest całkiem duże, ludzi nie brakuje. Nic bardziej mylnego. Bo, o cudzie demografii, o ile nasi rówieśnicy ze Szczecina rozmnażają się nader entuzjastycznie, tych z miasta stołecznego życie tak przygniotło, że albo nie chcą, albo nie mogą.

Namierzyliśmy jedną parę mieszkającą w Piotrkowie Trybunalskim. Mąż argumentuje, że przejazd do Piotrkowa zajmie pi razy oko tyle, ile na przeciwległy koniec miasta stołecznego. Czyli wciąż wystarczająco długo, żeby dziecko w samochodzie dostało świra i zamieniło taką podróż w spacer u boku Dantego po wszystkich kręgach piekła.

Oczywiście na osiedlu dzieciatych sąsiadów nie brakuje, ale jeśli zajęło nam 3 lata, żeby zacząć sobie mówić "dzień dobry", to rozmowa o pogodzie wypadnie gdzieś w okolicach pierwszej komunii, a wzajemne odwiedziny w domu to już pewnie dopiero po maturze Karaluszka.

Zaczęliśmy też szukać po bliższej i dalszej rodzinie naszych nierozmnażających się znajomych i chyba, chyba mamy potencjalnych kandydatów. Trzymajcie kciuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz