piątek, 20 stycznia 2017

50. Łóżko

O spaniu z dzieckiem. Z braku opcji alternatywnej.



Był już taki moment, że Robaczek przesypiał 8 godzin ciągiem we własnym zakratowanym łóżeczku, a potem na deser jeszcze ze 3 z nami. Naiwna niczym świeżo przepoczwarzony motyl, machający beztrosko kolorowymi skrzydłami i wierzący że cały świat to kolorowe, pachnące kwiatki, myślałam, że tak już zostanie. Phi.

Aktualnie łóżeczko służy nam głównie do składowania zabawek i wieszania na nim ręczników. Robaczek jest jak telewizor w stanie czuwania - niby śpi, ale cały czas pozostaje w pełnej gotowości. Gdy tylko szóstym zmysłem rozpozna, że w odległości 100 cm nie ma innego 36,6 °C, budzi się. Jak zwykle wróciliśmy z mężem do naszej odwiecznej dyskusji - wyrzynające się ząbki versus bolący brzuszek. Koleżanka z dzieckiem w podobnym wieku przechytrzyła nas oboje, używając słowa-klucza "skok rozwojowy".

Moja mama z uporem maniaka przenosi Robaczka codziennie do dziecięcego łóżeczka, tylko po to, żeby nie dalej niż godzinę później dziecko wróciło do mojego łóżka. Myślałam, że to taka sztuka dla sztuki, ale w końcu ją rozszyfrowałam. Po prostu chce się jeszcze wieczorem poprzytulać do bezwładnego Robaczka.

Cechą wspólną Robaczka i kotów jest bezbłędna umiejętność do określenia przez sen kierunków i ułożenia się dokładnie w poprzek każdego posłania. Zastanawiam się, czy ktoś kiedyś badał zjawisko magnetyzmu u istot śpiących. Jeśli kiedyś będzie mnie stać, zamówię materac o kształcie idealnego koła i będę patrzeć, jak błędnik u kotów i dzieci wariuje.

Zgodnie z mądrością zaczerpniętą z krążącego po odmętach internetu obrazka, dziecko w łóżku rodziców jest jak pijana ośmiornica szukająca po ciemku kluczyków do samochodu. Ja bym od siebie jeszcze dodała, że ta ośmiornica ma skłonności autodestrukcyjne, to pełznąc uparcie w stronę krawędzi łóżka, to próbując scalić się w jedność ze ścianą, zaczynając od głowy.

Słyszałam bardzo interesującą teorię, że niespokojny sen i włażenie z uporem maniaka rodzicom do łóżka, to wrodzona strategia małych dzieci, mająca uniemożliwić rodzicom spłodzenie rodzeństwa, postrzeganego jako konkurencję w dostępie do wszelakich dóbr. Ach, gdyby tak dało się wyjaśnić Robaczkowi, że o konkrencję nie musi się martwić, bo najskuteczniejszą antykoncepcją jest przejrzenie wieczorem nagłówków wiadomości z kraju, a spojrzenie na zdjęcia dowolnych członków Rady Ministrów grozi trwałą bezpłodnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz