piątek, 20 stycznia 2017

49. Wywrotowiec

O próbie wyciśnięcia z urlopu macierzyńskiego tyle urlopowatości, ile się da.



Koszmar powrotu do pracy zbliża się coraz większymi krokami, a szanse na trafienie kumulacji w totka do tego czasu kurczą się nieubłaganie. Nie, żeby na starcie były szczególnie imponujące. Patrząc tej smutnej prawdzie w oczy, staram się korzystać z życia ile się da, gdzie przez życie rozumiem chodzenie w piżamie do południa, partyzanckie czytanie książek przy Chrabąszczyku i nieużywanie komunikacji miejskiej oraz słowa "target".

Wróciwszy od teściów, siedzimy z Chrabąszczykiem u moich rodziców. Uszczęśliwiamy ich Chrabąszczową promienną obecnością, a mnie - brakiem konieczności odkurzania kociego żwirku dzień w dzień. I możliwością dokonania transakcji sprzedaży dziecka. Choć na 5 minut.

Po trudnym początku, udało się mi i mojej mamie wypracować rodzaj delikatnej homeostazy. Polega ona na tym, że ja czytam książki tylko jednym okiem, tak żeby drugie mieć cały czas na szczególnie wywrotowym Karaluszku, nawet gdy - wydawałoby się - niewinnie i całkowicie bezpiecznie siedzi sobie i wywala książki z regałów. Z kolei ona, kiedy już młody Wywrotowiec przewróci się i rozpłacze, powstrzymuje odruch, żeby przywdziać pelerynę Super Babci, przylecieć w ułamku sekundy i uratować dziecko z rąk nieodpowiedzialnej matki. Doprawdy, znając jej naturę, nie wiem, jak jej się to udaje. I podziwiam za żelazną samokontrolę.

Karaluszek prowadzi życie kaskadera i nie ma rzeczy zbyt niebezpiecznych, by ich próbować. Co sprawia, że powrót do naszego własnego mieszkania śmiertelnie mnie przeraża, bo przypuszczam, że bariery które miesiąc temu były całkiem skuteczne, dzisiaj stanowią wyzwanie mniej więcej takie, jak dla naszego kota trujący kroton na najwyższej półce pod sufitem. Ryzyko dodaje pokusie prawdziwej głębi smaku.

Pojutrze jedziemy pochwalić się Karaluszkowością w pełnej okazałości przed całym spektrum cioć i babć. Co oznacza, że mamy niecałe 36 godzin, żeby przekonać Karaluszka, że na "papa" warto odpowiedzieć tym samym gestem. Zaczyna nam już powoli brakować argumentów. Namówić Karaluszka do zmiany zdania to jak przekonać kreacjonistę, że jego przodek huśtał się na drzewie trzymając gałęzi nogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz