środa, 11 stycznia 2017

47. Podróże

W podróży oczekuj nieoczekiwanego.




Pamiętam, jak 6 lat temu poleciałam z koleżanką w listopadzie do Szkocji, odwiedzić mojego przyszłego męża i jego kolegę. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zabrać ze sobą kożuch, chyba wzięłam go dlatego, że był nowy i ładny. Próżność mnie uratowała. Trafiłyśmy na zimę stulecia. Śnieg zaatakował podstępnie i bezlitośnie. Ulice były puste, sklepy pozamykane. Komunikacja miejska nie jeździła, no bo jak, na letnich oponach. Zasypało lotniska. Odwołali nasz lot, dwa razy.
Przyjechałyśmy na weekend, zostałyśmy 9 dni, ku nieskrępowanej uciesze naszej gospodyni, nawiasem mówiąc maniakalnie oszczędzającej na ogrzewaniu. Ale trzeba jej to uczciwie przyznać, nie wywaliła nas za drzwi.

To były szczęśliwe czasy bez odpowiedzialności za trzy istoty żywe wagi piórkowej. Za to z biotechnologią do zaliczenia na karku i epizodem emigracyjnym w tle.

Nasz pierwszy wyjazd do rodzinnego miasta mojego męża z naszą najmłodszą Wagą Piórkową też miał być tylko na weekend. Ale na miejscu okazało się, że mąż ma problem z kręgosłupem i musi poddać się serii masaży, a potem teściowa trafiła do szpitala. I tak jakoś wyszło, że zostaliśmy 3 tygodnie, mnożąc zawartość naszej walizki niczym pewna znana persona chleb i ryby.

Nie pamiętam co nas zatrzymało, gdy przyjechaliśmy za drugim razem, ale na szczęście okazało się, że nie-tanie linie lotnicze umożliwiają przeniesienie rezerwacji na inny termin.

Za trzecim razem nawet nie zakładałam konkretnej daty powrotu i, wiedziona doświadczeniem, profilaktycznie zapakowałam samochód teścia pod dach rzeczami, które mogą się przydać (bardzo cierpliwy i wyrozumiały człowiek).

Tym razem też nieszczególnie śpieszy mi się do powrotu. Raz że powietrze w Warszawie można ponoć kroić nożem i serwować schłodzone na talerzach deserowych. A dwa, że podróż w towarzystwie dziecka i kotów to przyjemność porównywalna do wyżej opisanego deseru. Próbowałam przekonać męża, że pogoda absolutnie nie nadaje się do jazdy i trzeba czekać na wiosnę, dla absolutnej pewności na Zimnych Ogrodników, ale nie uległ sile mojej argumentacji.
Przysięgam, szukając na siłę powodów do opóźnienia powrotu nie miałam na myśli tego, który rzeczywiście się ziścił - pogrzebu w rodzinie. Wiem, że obecność czarnej spódnicy i bluzki w mojej walizce świadczy przeciwko mnie, ale to czysty zbieg okoliczności, naprawdę.

Ciekawe, co wydarzy się jutro.

W każdym razie zapowiadam - kiedyś przyjadę tu na krótkie wakacje i zostanę na stałe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz