sobota, 17 grudnia 2016

41. Perfekcja

Jak zwykle, widzę problemy tam, gdzie ich nie ma.




Nadchodzą Święta, a jak wiadomo, Święta jak każda rodzinna impreza to doskonała okazja do oceniania wszelkich aspektów życia współbiesiadników. Ciepłe, rodzinne ewaluacje nigdy nie smakują tak jak przy śledzikach i bigosie.

U mnie w rodzinie to jeszcze pół biedy. Każdy coś tam przeskrobał. Ta nie karmi piersią. Ten ożenił się z kobietą, która nie karmi piersią. Ta karmi piersią za długo. Ten w ogóle nie posiada dzieci, które możnaby karmić piersią.
Mój młody Chrabąszcz z Gromady Ssaków ciumka przepisowo, także gremium rodzinne nie ma się do czego przyczepić.

Ale Święta spędzamy z rodziną mojego męża, a tak się przypadkiem składa, że ich grono oświetla i opromienia swą cudowną osobą Pani Chodząca Perfekcja. Nieskazitelna i doskonała w każdej dziedzinie życia, z kuchnią na czele. Jedno dziecię ma w wieku wczesnoprzedszkolnym, drugie w drodze, jest więc na bieżąco z wszelkimi nowoczesnymi trendami w zakresie wychowania. Jak kretyńskie by nie były. Z żywienia niemowląt mogłaby już właściwie zrobić doktorat, ale nie ma czasu, bo całymi dniami gotuje wartościowe i zbilansowane posiłki dla całej rodziny.

W ogóle to jedna z tych osób, która zawsze nosi uprasowane ubrania, wyprostowane włosy i pełny makijaż, a mieszkanie urządza w stylu scandinavian z konsekwencją większą, niż najbardziej zdeterminowany dizajner zza koła podbiegunowego.

Ocieka perfekcyjnością. A z racji dziecka o całą epokę starszego od naszego Karaluszka, ma podstawy, by uchodzić za alfę i omegę chowu robaczków. Prędzej czy później usłyszę, że cośtam robiła inaczej, a w tym wieku jej dziecię jadło już samo nożem i widelcem komosę ryżową z pak choi i pleśniowym serem. Jak dobra rada nie wyjdzie od niej samej, to od teściowej, która ma najczystsze, najszczersze intencje (bez sarkazmu) i chce tylko pomóc. Przyjacielskim klepnięciem w ramię spychając mnie w przepaść użalania się nad własną beznadziejnością.

I co cię to obchodzi? - pyta mój wewnętrzny głos rozsądku. Pozwól jej pławić się w swojej doskonałości. Koty świadkami, że masz o wiele więcej radości wcinając z mężem muffiny kokosowe o północy, po tym jak położycie spać swoje niesubordynowane dziecko o wiele za późno.

Obchodzi mnie, bo jestem rasową babą. Mam kompleksy, które czule pielęgnuję. Mam poczucie niższości wyhodowane w dzieciństwie i nie dam mu umrzeć. Potrzebuję choć namiastki sajkodrama, by żyć. Gdy nie narzekam, mój dzień jest stracony. I nie mam o czym pisać na moim anty-parentingowym blogu.

Teraz o 2 w bezsenne noce myślę nad ripostą ostrą jak skalpel chirurgiczny. Wiadomo, że o tej porze latają w powietrzu jak nietoperze. Zwykle co prawda po fakcie, a nie przed, ale zawsze warto spróbować. Jak coś wymyślę, to dam znać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz