sobota, 3 grudnia 2016

38. Śnieg

Oda do radości z powodu pierwszych poważnych opadów śniegu.




Ach śnieg, jak miło, pomyślałam wczoraj wieczorem, kładąc się o wiele za późno spać. Jak miło wyjrzeć przez okno, za którym chociaż raz jest ładnie. Jak miło wpuścić dwa mokre, zmarznięte koty z balkonu. Jak miło umościć się w wygrzanej pościeli.

Dzisiaj było mniej miło. Zaczęła się moja pierwsza zima jako matki, czy też - jako woła pociągowego pchającego wózek. Niestety, podczas zakupu tego dwuśladu nie zapytałam, czy w komplecie są płozy.

O ile przy prywatnych posesjach chodniki są jeszcze jako tako odśnieżone - właściciele pewnie obawiają się pozwów za złamane nogi - o tyle chodniki "niczyje" we Wsi Warszawa to jedna długa ślizgawka. Miasto przeprowadziło pewnie kalkulacje, że te kilka odszkodowań i tak wyniesie mniej, niż zatrudnienie armii odśnieżaczy.

Jeśli chodzi o stan chodników, Zarząd Oczyszczania Miasta jest niczym japoński emeryt kontemplujący płatki kwiatów wiśni, opadające majestatycznie z drzew. Siedzi i obserwuje piękno przemijającego sezonu, wiedząc, że nieuchronnie przyjdzie kolejny. W tym wypadku - wiosna, kiedy cały śnieg z chodników i tak się roztopi.

Do tego muszę się jeszcze po tych chodnikach skradać niczym po polu minowym, nie wiedząc kiedy zostanę ochlapana fontanną brunatnego błota, od pompona na czapce po podeszwy butów. Nie wystarczy już, że przed każdym spacerem muszę przeprowadzić procedurę pakowania wszystkich odnóży małego Wija w różowy (a jak) kombinezon (z kokardkami!). Teraz muszę jeszcze zacząć nakładać na wózek folię ochronną. I wykombinować jakąś folię dla siebie.

Dodajmy do tego jeszcze mały potop dzień w dzień, spływający z wózka i butów. Niemiłosiernie tłukące się koty, którym nagle ktoś zmniejszył powierzchnię życiową i na dodatek zabrał telewizję*. Trasę mojego biegania, która nagle zmieniła się w tór przeszkód - skok nad błotem, poślizg na lodzie, naokoło zaspy i kic prosto w kałużę, która po ciemku do złudzenia wyglądała jak asfalt.

A to dopiero początek grudnia.

Kiedyś naprawdę lubiłam zimę.

__________
*Nie mogą wyjść na balkon i gapić się godzinami na ptaszki w karmniku sąsiadki z parteru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz