niedziela, 27 listopada 2016

37. Piórka i futra

Historia o wzruszającej przyjaźni międzygatunkowej.




Ostatnio wydarzył się moment, na który jako matka czekałam od momentu pierwszego pozytywnego wyniku testu ciążowego. Marząc o nim po cichutku za każdym razem, gdy maleńkie Karaluszątko dawało mi w kość.

Nie, nie powiedziała po raz pierwszy świadomie "mama". Nie, nie zrobiła pierwszego kroku bez trzymanki. Nie, nie przyniosła mi kubka herbaty ani nie zaproponowała, żebym się zdrzemnęła, a ona ugotuje obiad. Za to zrobiła coś innego.

Wygrzebała spod fotela kocią zabawkę - patyk z kolorowymi piórkami na końcu. Najpierw, zgodnie z protokołem rozpoznawania nowych obiektów, sprawdziła, czy piórka nie są przypadkiem jadalne. Nie były. W związku z czym zaczęła nimi radośnie wymachiwać i walić po wszystkim naokoło.

Na koty długo nie trzeba było czekać. Raz rudy, dumnie zwany europejskim krótkowłosym, raz szary, zwany sferyczną fabryką futra, rzucały się na patyk z całą zaciętością obudzonego lwa kanapowego. Niby na dystans, niby nieufnie, ale zew kolorowych, podrygujących piórek był jednak nie do przezwyciężenia. Cała esencja kociej natury.

Przez resztę dnia nie spuściły dziecka z oczu, futrzate anioły stróże. Leżały na kanapie niczym dogi niemieckie przed kominkiem. Wpatrzone w pana z kiełbaską w ręku.

Od tamtej pory patyk stał się ulubioną zabawką dziecka, pierwszym za co chwyta po obudzeniu i ostatnim, co wyrywam jej siłą z rąk przed kąpielą. Majta nim radośnie kotom przed nosami, okazjonalnie wsadza również do rodzicowego talerza z dowolną zawartością, jeśli tylko znajdzie się w jej zasięgu. Chciałam umieścić patyk na zdjęciu, ale po kilku dniach wszystkie piórka tajemniczym sposobem skróciły się do ogryzionych kikutów. Co na szczęście nie wpływa na jego funkcjonalność.

Serce moje przepełnia duma. Dla tego momentu warto 5 razy dziennie odkurzać futro i żwirek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz