czwartek, 6 października 2016

24. Wyobraźnia

O niezawodnych technikach radzenia sobie ze stresem i depresją.




Wróciliśmy do miasta stołecznego. Część drogi, bardzo małą część, Karaluszek przespał. Część sponsorowały dwie fantastyczne zabawki - interaktywny motylek od cioci Kasi i raczej bierna szczotka do włosów. Reszta drogi minęła na ostentacyjnej manifestacji niezadowolenia Karaluszka. Powiedzmy, no umówmy się, że chodzi o wrodzony instynkt niechęci do Warszawy. Można by argumentować, że darłaby się tak samo w każdym innym kierunku, ale mam swoją tezę i nie zawaham się jej użyć.

Jeszcze w Szczecinie ze trzy razy śniło mi się, że ja i mój mąż znów jesteśmy w liceum, co byłam w stanie na 100% stwierdzić po oszałamiającej długości jego włosów oraz braku obrączek na palcach serdecznych. Jako że w głębi ducha wszyscy jesteśmy psychoanalitykami tylko bez dyplomu, przeprowadziłam dogłębną analizę moich trzech snów i doszłam do jasnego wniosku. Podświadomie wracam do tych kilku lat w Szczecinie, bo tu byłam naprawdę cholernie szczęśliwa. W przeciwieństwie do Warszawy. Można by zapytać, czy to nie tęsknota za czasem beztroski, braku odpowiedzialności oraz naiwnej, niezachwianej wiary, że dojdę w życiu do rzeczy wielkich. Ale mam swoją tezę. I nie zawaham się jej użyć.

Znowu marudzę, co? Znowu to samo: mieszkanie za małe, powrót do pracy przerażający, brak pieniędzy na cokolwiek i niedobór czasu dla siebie? Nic nie szkodzi. W najbliższym czasie marudzić nie będę. Bo znalazłam sposób, jak przechytrzyć samą siebie i nauczyć się patrzeć na świat w lepszych kolorach.

Wyobraziłam sobie, co by było, gdybym już teraz zaszła w następną ciążę. Wyobraziłam sobie z najdrobniejszymi szczegółami. Wymyśliłam wszystkie możliwe problemy.

Powrót cukrzycy ciążowej. Glukometr i insulina. Koniec karmienia piersią. Poród na oksytocynie. Wycie z bólu na całe skrzydło szpitala. Blaski i cienie połogu z rocznym dzieckiem na pokładzie. Jak nosić na raz dwójkę. Gdzie zmieścić drugie łóżeczko. Jak wcisnąć oba do jednego wózka. Skąd wytrzasnąć ciuszki, bo te po Karaluszku są wypożyczone. Kiedy spać. Kiedy jeść. Kolki: powtórka z rozrywki. Ząbkowanie w duecie. Starsze dziecko zaraża młodsze. Starsze dziecko karmi młodsze "witaminkami". Starsze dziecko bawi się z młodszym w naukę latania. Jaki kredyt zaciągnąć na ginekologa, badania i kolejny pakiet szczepień. Jak wrócić na pełen etat i ogarnąć dwójkę dzieci po godzinach.

A potem przypomniałam sobie, że hej, przecież mamy tylko jedno dziecko, które już raczkuje, siada, wcina kaszki aż się uszy trzęsą i doskonali pozawerbalne sposoby komunikacji. I życie tylko z jednym w sumie przestało mnie przerażać.

Na zdjęciu: postrzeganie świata w lepszych kolorach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz