środa, 19 października 2016

28. Marsz

Jeśli moja córka będzie miała zaburzenia odżywiania, to nie ma co ukrywać, to moja wina.




Zaczęło się od tego, że cokolwiek znudziły mi się dzieciowe piosenki. Ile razy można słuchać tej samej historii o pani, która połknęła najpierw muchę, potem pająka, następnie ptaszka i całą resztę menażerii z koniem włącznie i zachodzi poważne ryzyko, że od tego umrze? Toteż ściągnęłam popularną aplikację radiową i włączyłam muzykę klasyczną. Żeby mózg Robaczka się rozwijał, a mój... No, mojemu to już niewiele pomoże. Grunt, żeby nie szkodzić.

Następnie przygotowałam Robaczkowi śniadanie w postaci jogurtu naturalnego z musem truskawkowym i amarantusem ekspandowanym (a jakże). Śniadanie - niczym popisówka na facebookowy fanpage - właśnie dochodziło do odpowiedniej temperatury w kąpieli wodnej. Bo oficjalna wersja jest taka, że mikrofalówka to zło, a nieoficjalna, że zwyczajnie nam się nie zmieści w kuchni. Robaczek siedział w swoim krzesełku i machał odnóżami, zdradzając lekkie oznaki niecierpliwości.

I wtedy zaczął się marsz żałobny. Szybko się skończy, pomyślałam i zaczęłam karmić dziecko.

Nie skończył się szybko. Trwał przez dobre 3/4 śniadania.

Po chwili zastanowienia doszłam jednak do wniosku że może to i tak lepiej, niż żeby z jedzeniem kojarzył jej się Mendelson...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz