niedziela, 16 października 2016

26. Osiem miesięcy

Chwila refleksji z okazji osiągnięcia przez moją córkę stadium bytu o niezależnej woli i inicjatywie.




Moja córka skończyła niedawno 8 miesięcy. Brzmi to w moich uszach mniej więcej równie realnie co "moja córka poszła do pierwszej klasy". "Moja córka jest fizykiem kwantowym". "Moja córka wyjechała na wakacje z chłopakiem". No niemożliwe, po prostu.

W marcu tego roku pchałam przed sobą gondolę tak opatuloną kocami i kombinezonami, że nie wiadomo, czy w środku było prawdziwe dziecko, czy na przykład gekon tygrysi. I myślałam sobie, jak by to było, gdybym przetrwała do osiągnięcia przez moją córkę statecznego wieku sześciu miesięcy. Na co nie dawałam sobie zbyt dużych szans. Ale pomarzyć zawsze można. Za tę magiczną granicę pół roku w ogóle myślami nie wybiegałam.

Tymczasem mamy za sobą kolki, nocne karmienia, szczepienia, ząbkowanie, podróżowanie różnymi środkami transportu, naukę raczkowania i rozszerzanie diety. Gdyby wierzyć nielicznym spośrod naszych znajomych, którzy też są szczęśliwymi rodzicami, każdy z tych elementów powinien był nas zabić. A co nie zabije, wiadomo, wykończy w inny sposób. A jednak. Żyjemy. I dajemy radę.

A nasz Chrabąszczyk ze stadium larwalnego przeszedł metamorfozę w istotę przejawiającą własną wolę i inicjatywę oraz pełen wachlarz najróżniejszych emocji. Z ciekawością świata na pierwszym miejscu. No i do tego ten uśmiech z dołeczkami.

Ale powiem szczerze, gdy tak sobie patrzę na bliższe i dalsze znajome, entuzjastycznie przyłączające się na facebooku do grup "mamy mamom wilkiem" albo "ciąża w pytaniach i nie popartych niczym odpowiedziach", to mam ochotę życzyć im powodzenia. I nie tego powodzenia naszpikowanymi emotikonami, och-i-ach jakie to cudowne, maluszki dzieciuszki tupot małych stópek. O nie.

Powodzenia, którego życzysz studentom socjologii stawiającym pierwsze kroki na rynku pracy. Powodzenia jak konsultantowi w call center na umowę zlecenie przy otrzymywaniu kredytu bez wkładu własnego na 20-metrową kawalerkę. Powodzenia jak dziewczynie która wierzy, że o 3 w nocy przy barze klubu znajdzie księcia z bajki. Powodzenia jak polskim emigrantom bez znajomości języka, w dobie kryzysu, ksenofobii i brexitu. Powodzenia jak młodemu przedsiębiorcy zakładającemu pierwszą firmę, bo przecież zanim będzie musiał płacić pełny ZUS, to otworzy piętnaście filii i podbije rynek europejski.

Ale było warto. Co by się nie działo - a wcale nie było tak ciężko - jeden uśmiech z zębami wyszczerzonymi niczym kasownik, jedno zaczepne spojrzenie, jeden okrzyk "dadadadadada!", jedno wdrapanie się na kolana sprawia, że warto wstawać co rano. Nawet o 5.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz