piątek, 7 października 2016

25. Fobie

Dzisiaj będzie o fobiach. Bo fobie są niesamowicie zabawne. Przynajmniej moje.




Gdy byłam dzieckiem, bałam się trzech rzeczy:
1. Wsiadania i wysiadania z pociągu,
2. Tego, że włamywacz wpełznie niczym Spiderman po gładkiej ścianie bloku z wielkiej płyty prosto do okna mojego pokoju,
3. Spłuczek w toaletach.

Pochodzenie punktu pierwszego i drugiego jest dla mnie raczej jasne. Moja kochana rodzinka opowiadała w mojej obecności rozkoszne historie rodem z Super Expressu, bo przecież jak dziecko się bawi, to na pewno nie słucha. Wystarczyło wspomnieć, że panią wciągnęło pod koła pociągu na peronie, a u sąsiada wujka było włamanie i voilà.

Prawdziwą zagadkę stanowi dla mnie punkt trzeci. Szczególnie, że przez pewien znaczący okres mojego dzieciństwa stanowił dla mnie naprawdę duże wyzwanie kilka razy dziennie. Myślę, że to miało coś wspólnego z obsesyjnym oszczędzaniem wody przez moich ekologicznych do bólu rodziców, ale nie jestem pewna.

Nie mniej zabawna jest fobia, która utrudnia mi życie teraz, wiecznie obecna niczym brzęczący komar o trzeciej nad ranem w sypialni. Boję się - uwaga, uwaga - wiszących szafek w naszym aneksie kuchennym.

Oczyma wyobraźni widzę, jak kołki puszczają, milimetr po milimetrze. Jak wszystko zastyga na ułamek sekundy. A potem jak cała konstrukcja wali mi się na łeb, przy ogłuszającym brzęku talerzy. Jak spod gruzowiska wystaje moja jedna noga, ubrana w jadowicie błękitno-różowego japonka (japonkę?).

Odkryłam za to, że stosunek do wiszącej szafki kuchennej jest fantastycznym miernikiem mojego nastroju. Występują dwie fazy na mojej sinusoidzie babskich humorów:
1. Kiedy modlę się do bóstw zacisza kuchennego, by utrzymały jeszcze kwadrans tę nieszczęsną szafkę, żeby spadła, jak już skończę gotować pomidorową i będę z dzieckiem w drugim pokoju.
2. Kiedy zwracam się bezpośrednio do szafki: no dawaj, spadaj, już, teraz, pogrzeb mnie na zawsze pod stosem potłuczonych talerzy. Czekałam na czołówkę ziemi z meteorem, ale naczynia kuchenne też mogą być.

Wniosek na dziś: zastanówcie się, o czym rozmawiacie przy dzieciach. I dorosłych z dużą wyobraźnią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz