czwartek, 1 września 2016

18. Dżem z fig

Temat przemiany materii - tak bliski wszystkim matkom.



Nie, ten tekst nie będzie przepisem na dżem z fig. Zdecydowanie nie na taki, który chcielibyście zjeść. Ten tekst będzie o kupkach niemowlaka. Jako że pisanie o kupkach jest stereotypowe dla matek i generalnie źle widziane, postanowiłam zastąpić określenie "kupka" hasłem "dżem malinowy". Ale żeby nikomu nie zepsuć smaku na maliny, padło jednak na figi. Szczególnie, że kolor i konsystencja bardziej odpowiada.

Pierwszym, co przeraziło mnie w związku z dżemem z fig, to że Chrabąszczyk produkował go raz na kilka dni. Na szczęście nasza bezcenna położna środowiskowa przygotowała nas na to, uprzedzając, że martwić należy się dopiero po tygodniu albo dwóch. Moja mama 29 lat temu nie miała takiej bezcennej położnej środowiskowej. Zamiast cieszyć się, że tetra jest wolna od zwalającego z nóg aromatu fig, była przekonana, że mam permanentne zatwardzenie.

Tymczasem jednak nadeszła pora rozszerzania diety Chrabąszczyka. Och, jak ślicznie jadła! Ziemniaczka jadła. I gotowaną marchewkę jadła. I jeszcze raz ziemniaczka. I jeszcze raz marchewkę. A potem ziemniaczka z marchewką. Super, myślałam sobie. Przynajmniej nie ma problemu z jedzeniem.

Problem pojawił się po kilku dniach, kiedy zamiast wyprodukować świetnie znany dżem z fig, zrobiła coś, co można by w przypływie weny twórczej określić jako gęstą pastę. Nie wiadomo z czego. A powstawało w bólach i cierpieniach.

Niniejszym chciałam podziękować wszystkim wspaniałym serwisom internetowym, książkom kucharskim i w ogóle całemu światu, który z dobrego serca radzi, żeby zaczynać rozszerzanie diety od ziemniaka i marchewki. Oraz koncernom żywnościowym, bo gdy upadłam na duchu i chciałam chwycić za gotowe słoiczki, okazało się, że - co za niespodzianka - większość z nich zawiera jako główny składnik albo ziemniaka, albo marchew.

I tak od kilku dni walczymy o przywrócenie fabryki dżemu do jej pełnej sprawności. Całe szczęście, że akurat trafił się sezon na śliwki, cudowne remedium udrażniające. Dzisiaj chyba możemy mówić o postępie, bo od tygodnia po raz pierwszy udało nam się przespać noc.

Problem polega na tym, że tak naprawdę nie wiem, jak powinien wyglądać dżem z fig u dziecka, które dostaje już normalne produkty. Może wcale nie jak dżem z fig. Moja mama nie jest szczególnie pomocna, bo po 29 latach niewiele pamięta. Oczywiście poza tym, że gdy byłam w wieku Chrabąszczyka, dziadek nakarmił mnie już wiejską kiełbasą. Także jeśli zastanawiacie się, czy młode matki czerpią jakąś perwersyjną przyjemność z wałkowania tego tematu, odpowiadam: to nie przyjemność. To próba ustosunkowania się do średniej krajowej w zakresie konsystencji i kolorystyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz