środa, 21 września 2016

22. Bezsenność w Szczecinie

Wylewam moje frustracje związane z niedostatkiem snu.




Ostatnio przyszło mi na myśl - czy jesteśmy absolutnie pewni, że Krzyk Edvarda Muncha to naprawdę krzyk? Czy aby na pewno nie jest to ziewnięcie? Czy w ten pełen ekspresji sposób autor nie chciał przypadkiem oddać obezwładniającej potrzeby snu? Czy psychodeliczne kolory i formy nie są wyrazem jego bolesnego braku? Czy Edvard Munch miał dzieci?

Dawno, dawno temu, gdzieś tak w okolicach maja, były takie czasy, że Chrabąszczyk budził się kilka razy w nocy i domagał mlecznej przekąski. Tęsknię za tymi czasami.

Bo jeśli mały Żuczek budził się wielokrotnie, to znaczy, że chociaż spał w międzyczasie. Dziś potrafi obudzić się raz czy dwa. Na zegarku godzina taka, że w telewizji już chyba tylko pornole i Opowieści z krypty, a tu moja córka rozpoczyna imprezę na całego. Tańce, śpiewy, skakanie po łóżku (tak, można skakać na czworaka!). Mleko leje się strumieniami. Dziecko szaleje dalej.

Zgodnie z prastarą konwencją mój mąż mówi "ząbki", ja mówię "brzuszek". Gdyby wierzyć naszym diagnozom, do dzisiaj Karaluszek miałby już ze trzy garnitury zębów i nietolerancje pokarmowe na wszystkie białka, cukry, tłuszcze i monotlenek diwodoru.

Na argument: a na zdjęciach taka spokojna, odpowiadam: bo Chrabąszczyk marudzi w nocy, kiedy jest ciemno i zdjęć się nie robi. Sprytu dziewczynie nie można odmówić.

Dawno, dawno temu, czyli w maju, mówiłam, że drugie dziecko brałabym tylko pod uwagę, gdyby było nas stać na większe mieszkanie. Pińcet plus raczej mnie nie przekonywało. Dzisiaj mówię: drugie dziecko tylko pod warunkiem, że będzie nas stać na pełnoetatową nianię w komplecie... Albo ze dwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz