niedziela, 31 lipca 2016

13. Majfrend

O moim brutalnym zetknięciu z rzeczywistością i z prawdziwymi potrzebami Matek Polek.




Nigdy nie byłam fanką zakupów internetowych. Lubię podotykać i powąchać. Lubię pogadać z żywym człowiekiem, które gonią targety. Lubię mieć ograniczony do kilku półek wybór. Lubię zabrać ze sobą męża albo mamę, którzy powiedzą mi - to kup!

A jednak, Aliexpress wciągnął mnie niczym telenowela latynoamerykańska znudzoną gospodynię domową.

Złożyłam pewną liczbę zamówień. Wydałam pewną ilość pieniędzy. Stwierdziłam, że na ten miesiąc koniec. I na następny w sumie też. Ale narkotyczny głód pozostał. Sprawdzam codziennie status zamówień, a tam - codziennie - Awaiting delivery oraz Tracking information is temporarily unavailable. I ręce trzęsą się dalej. Szukam więc substytutów.

I tak przystąpiłam do przeróżnych grup na Facebooku, choć tak naprawdę potrzebuję tylko jednej, Anonimowych Aliholików. Zamiast tego trafiłam na Aliexpress dla dzieci, chociaż właściwą nazwą byłoby chyba Aliexpress dla matek, bo przypuszczam, że 90% radości z zakupów mają jednak matki. I przeglądając posty z tej właśnie grupy załamałam się.

"Poszukuję tanich dresów dla dziewczynek 6-9 miesięcy z logo Adidasa". Bo półrocznej Vanessie zrobi różnicę, czy różowy dresik będzie miał uśmiechniętego misia czy trzy paski.

"Czy ktoś może polecić mi smartwatcha dla 7-latka? Najtańszego!". No, to jest poważna sprawa. Trzeba taki zakup dobrze przemyśleć, żeby smartwatch był kompatybilny z dronem, którego Kłentinek dostanie za rok na pierwszą komunię.

"Czy ten fotelik samochodowy spełnia wymogi polskiej drogówki?" + zdjęcie najtańszej dostępnej nakładki, która jeśli chroni przed czymkolwiek, to chyba przed upapraniem tapicerki soczkiem.

I wisienka na torcie. Matka numer jeden dzieli się linkiem do produktu, który nabyła za 93 centy. Matka numer dwa pełna dumy i wyższości nad matką numer jeden chwali się, że kupiła ten sam produkt za 89 centów. Na miejscu matki numer jeden ze wstydu zmieniłabym nazwisko, przeprowadziła się na inny kontynent, a i tak dostawałabym palpitacji serca za każdym razem włączając komputer.

Przystąpienie do grup na Facebooku to był już chyba krok za daleko. Chyba jestem już gotowa na odwyk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz