niedziela, 31 lipca 2016

12. Kanapka

O nieuchronności pewnych etapów i o tym, jak sobie z nimi radzić.




Oto odwieczny konflikt interesów - z jednej strony chcesz, żeby dziecko zaczęło jak najszybciej raczkować, bo taka jest kolej rzeczy, bo musi się rozwijać, i przede wszystkim - musi wyprzedzić dzieci koleżanek. Z drugiej wiesz, że kiedy zacznie samodzielnie się przemieszczać, będziesz mieć naprawdę przesrane.

I tak z pełną świadomością ściąganej na siebie gehenny, kibicujesz swojemu dziecku i motywujesz je na wszystkie sposoby, które przychodzą Ci na myśl. Moja babcia przyznała mi się ostatnio, że tak bardzo chciała, żebym nauczyła się już sama stawać, że podciągała mnie za rączki do góry na kuchennym stole. Dzisiaj zostałaby żywcem zjedzona przez tłum internetowych matek... I pewnie całkiem słusznie.

Mój kuzyn chcąc nauczyć własne dziecko przemieszczania się do przodu, zamiast do tyłu, którą to sztukę jego córka opanowała doskonale, kładł przed nią telefon komórkowy. Idea zdecydowanie lepsza, niż średniowieczne metody mojej babci. Sama postanowiłam jednak używać bardziej odpowiedniej przynęty. Najlepiej kolorowej, interaktywnej zabawki oznaczonej wszelakimi atestami.

Jednak moja córka okazała się... No cóż, nieodrodną córką swojej matki. Najlepiej działa na nią jedzenie. Kładę Chrabąszczyka na rozłożonej kanapie pod ścianą, a sama siadam na drugim końcu z apetyczną kanapką na talerzu. Chrabąszczyk uśmiecha się do mnie radośnie. Odwracam się do talerza. Biorę gryza kanapki. Patrzę na dziecko, a ono już w połowie kanapy. Nie wiadomo jak. Odwracam się znów do mojego trzeciego śniadania i biorę następnego gryza. A tu już po nodze mizia mnie malutka Chrabąszczykowa łapka, próbująca dosięgnąć talerza.

Kładę ją znów pod ścianą i próbuję skończyć kanapkę. Plasterek sera i kawałek pomidora dalej Chrabąszczyk już jest przy mnie, a jej wzrok mówi "spóła?". Najlepsze jest to, że kiedy na nią patrzę, leży sobie w miejscu i wesoło macha łapkami. Wstaje i przewraca się w to samo miejsce. Wystarczy jednak, że się na mgnienie oka odwrócę, a ona przemieszcza się z nieuchronnością frontu atmosferycznego niosącego ochłodzenie, kiedy ty właśnie rozpoczynasz urlop.

I tu przydaje się niesamowicie mata interaktywna. Chrabąszczyk próbując z niej uciec, zawija się jak naleśnik, przewracając pałąki. Zanim się z nich wyplącze, ja dokończę kanapkę i wypiję pół kubka herbaty. Ciekawe, czy producent przewidział takie zastosowanie.

Prawda jest taka, że jestem z niej niesamowicie dumna. Patrzę jak kombinuje, jak próbuje, jak walczy i jak wygrywa. Niby to takie oczywiste - dziecko staje na cztery łapki i zaczyna raczkować. A ja czuję się mniej więcej tak, jak musiała się czuć matka Rosalind Franklin, gdy jej córka odkryła podwójną helisę DNA. I choć wiem, że już niedługo nie zdążę nawet przygotować sobie tej kanapki, biegając po całych 41 metrach kwadratowych za moją córką, jestem szczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz