środa, 6 lipca 2016

10. Książki

Do czego prowadzi długa ekspozycja osób dorosłych na dziecięce zabawki.




Otóż czytam sobie książki, zapewniając jednocześnie Karaluszkowi bogaty program artystyczno-rozrywkowy. A to karuzelkę nad łóżeczkiem jej włączę, a to króliczka grającego kołysanki.

Efekt jest taki, że melodia z karuzelki nierozerwalnie kojarzy mi się teraz z Powstaniem Warszawskim. Za to "Aa-a, Kotki dwa" z upadkiem Troi. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że karuzelka gra Bacha i Mozarta, a wykonanie "Kotków dwóch", specjalnie z myślą o małych dzieciach, jest z niewiadomych przyczyn wyjątkowo posępne, co przyznał nawet mój mąż.

Od dzisiaj wprowadzam obostrzenia jak w telewizji. Sceny przemocy tylko po 22. I ewentualnie w łazience.

Tymczasem moi rodzice z okazji okrągłej rocznicy ślubu wyjechali na egzotyczne wakacje. Korzystając z błogosławieństwa wifi, wysyłamy sobie zdjęcia. Oni mi - tatę przed świątynią hinduistyczną, ja im - Karaluszka uciekającego z maty. Oni mi - mamę pijącą wodę prosto z kokosa, ja im - Karaluszka uciekającego z leżaczka. Oni mi - tatę trzymającego nietoperza-giganta, ja im - Karaluszka próbującego przecisnąć się przez szczebelki łóżeczka.

I tak sobie zazdrościmy nawzajem. Oni mi - tych bezcennych chwil z uciekającym dzieckiem, ja im - tej światyni, tego kokosa, a już najbardziej tego nietoperza, bo na świątynie i egzotyczne owoce napatrzyłam się podczas mojego emigracyjnego epizodu w Londynie. Ba, tam mieli świątynie nowiutke, bielutkie, czyściutkie, a nie takie zniszczone, kilkusetletnie. Ale takich nietoperzy to w Londynie nie mieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz