czwartek, 23 czerwca 2016

7. Determinacja

O tym, jak dla mojej córki nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko spróbować trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt cztery razy i na pewno się uda.




Karaluszek rozwija się w tempie, które zawstydziłoby fabułę Pieśni Lodu i Ognia George'a R. R. Martina. Czytasz książkę za książką, czekasz, aż smoki przylecą i spalą pół Westeros, ewentualnie mroczne upiory o błękitnych oczach przeskoczą przez mur i wyrżną Lannisterów i Boltonów, a tam nic, tylko kolejna intryga na intrydze. W końcu zaczynasz wątpić, czy autor w ogóle dożyje wydania ostatniego tomu, zastanawiając się nad jego poziomem cukru na czczo i ciśnieniem tętniczym krwi. Tymczasem Chrabąszczyk, z paluszkami prawej stopy w buzi, kombinuje, co by tu nowego zbroić.

Nauczyła się piszczeć. Krzyczy na cały głos, im wyżej, tym lepiej. Jeżą mi się wszystkie włosy na rękach, a jak nie ogolę na czas, to na nogach też. Zastanawiam się, z kim próbuje nawiązać kontakt, bo nietoperzy w naszej okolicy raczej nie widuję. Dźwięk jest tak przeraźliwy, że niedługo pewnie sąsiedzi poinformują odpowiednie służby, a ja będę się musiała tłumaczyć, że tak oto moja córka wyraża swoją nieskrępowaną radość życia, umilając nam wszystkim dzień.

Po starszej o 2 lata kuzynce Karaluszek dostał matę interaktywną. Ot, takie tam kółko z atestowanych materiałów, w psychodelicznie kolorowe rybki, od maty odchodzą tego cztery pałąki, które na środku połączone są urządzeniem, które powinno grać i wibrować, tylko jakoś nigdy nie chciało nam się znaleźć pasujących baterii. Otóż najlepsza zabawa według Chrabąszczyka, to wiercić się tak długo i z takim zapamiętaniem, aż wszystkie cztery pałąki runą na podłogę, a ona sama zawinie się w matę niczym naleśnik. Wtedy jest najszczęśliwsza.

Nauczyła się przewracać z pleców na brzuszek, co byłoby fantastycznym osiągnięciem, gdyby nie próbowała robić tego w niemowlęcym leżaku-foteliku, skonstruowanym z poszanowaniem zasad ergonomii oraz z myślą o leżeniu twarzą do otoczenia, a niekoniecznie wklejoną w oparcie.

Zgodnie z bezcenną wiedzą pozyskaną z serwisów internetowych, dzieci najczęściej zaczynają raczkować między 8 a 12 miesiącem życia. Cieszyłam się, że daje mi to jeszcze trochę czasu na przystosowanie domu, który na poziomie podłogi pełen jest wystających kabli, butów, kocich misek i cholera wie czego jeszcze. Ale nikt nie uprzedził mnie, że bardzo zdeterminowane 4-miesięczne dziecko może zacząć pełzać.

Jeszcze nie załapała, jak używać rączek, całe dziecięce podwozie wlecze się po łóżku/dywanie, bluzeczki ściągają się, obnażając gołą pierś, ale nogi pracują z taką siłą, że powoli, ale sukcesywnie się przemieszcza.

Jaka szkoda, że gdzieś po drodze, przygnieceni ciężarem codzienności, tracimy tę morderczą determinację, ten nieskrępowany entuzjazm, ten pęd, żeby pokonywać własne słabości. Karaluszkowi nikt jeszcze nie powiedział, że istnieją słowa "nie potrafię", "nie dam rady", "to niemożliwe". Dlatego będzie próbować. Aż się uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz