czwartek, 2 czerwca 2016

4. Wózek

Manifest aspołecznej hipokrytki.




Ostatnio na jednym z blogów lajfstajlowo-niemowlakowych przeczytałam zwierzenie, że jego autorce zdarza się wyjść na spacer bez makijażu.

Mi też się zdarza. Raz, ewentualnie do dwóch razy dziennie. Naprawdę w wyjątkowych przypadkach trzy razy, ale to już maksimum.

To, że owa szczęśliwa kobieta jest lepiej zorganizowana ode mnie, to niewątpliwe. Nawet jakbym chciała, to nie dałabym rady złapać jeszcze w biegu za tusz czy szminkę, z trudem łapię dziecko, smoczek i butelkę z wodą. Ale że chodzę głównie po polach, lasach i nieużytkach rolnych, nie ma to większego znaczenia.

Znalezienie w okolicy tych pól lasów i nieużytków rolnych zajęło mi dwa tygodnie od otwarcia sezonu spacerowego i było szczęściem porównywalnym do solidnej czwórki w totolotka. Bo z natury jestem nieco aspołeczna i jeśli jest coś, czego w spacerowaniu z wózkiem nie lubię, to inne matki z wózkami. A że na naszym osiedlu cena za metr jest chyba najniższa w Warszawie, to jest ich tutaj całe zatrzęsienie.

Wiem, że to trochę hipokryzja z mojej strony, ale wkurzają mnie i nic na to nie poradzę. Święte krowy chodników osiedlowych, madonny warzywniaków i piekarni. Człowiek wyjechał ze swoim wózkiem na prostą, chciałby wrzucić piąty bieg, bo łydki się same nie wysmuklą, a tu wlecze ci się taka na całą szerokość chodnika, w jednej ręce telefon, w drugiej elektroniczny papieros, w trzeciej gazetka z Netto a czwartą ciągnie za sobą starszego Brajanka. A niedajboże trafić na taką w osiedlowym spożywczaku, umrzeć można w kolejce do kasy i zmartwychwstać.

Jeszcze gorsze są babcie z wnuczkami, choć u niektórych matek też ten charakter wychodzi. Patrzą się na ciebie, a oczy ich niczym latarki na przesłuchaniu, a mina jak urzędnika sanepidu na kontroli w zakładach mięsnych. Patrzą i osądzają.

Dziecko nie ma czapeczki.
(Co z tego, że na termometrze jest prawie 30˚C a do dziecka w gondolce nie dociera nawet podmuch tego 30-stopniowego wiatru).

W wózku jest bałagan, kocyk i pieluszka są wymemłane.
(Co ja poradzę, że Karaluszek ma swoją własną koncepcję na wystrój wnętrza wózka i wszelkie moje próby poukładania i wygładzenia traktuje jako zachętę do własnej twórczości).

Dziecko ciumka smoczek.
(Ja ciumkałam smoczek, szczęśliwy tata ciumkał smoczek i jakoś żadne z nas nie wyszło z taką traumą na psychice, żeby potrzebny był psychoanalityk).

Spacer po lesie to kleszcze. Spacer przy ulicy to zanieczyszczenie powietrza i hałas. Zakupy w markecie to zbyt dużo bodźców.
(Nic tylko zamknąć się w domu i nie wychodzić).

Jasne, spora część z tego dzieje się w mojej głowie, ale jestem aspołeczna i nic na to nie poradzę. Grunt, że znalazłam moje nieużytki rolne. Po drodze do nich nie ma ani Rossmanna, ani Biedronki, ani Pepco. Innej matki z wózkiem nie uświadczysz. Wracam stamtąd jakby lepsza, spokojniejsza. I ze smuklejszymi łydkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz