wtorek, 31 maja 2016

2. Szczęście

Twoim największym wrogiem jesteś TY sam.




Jedni mówią, że nasze dziecko podobne jest do tatusia, inni, że do mamusi, a pewien wąski panel samozwańczych specjalistów genetyków dopatruje się podobieństwa do dziadka (chyba z zakoli na głowie). Gdybym miała zabrać głos w tej sprawie, powiedziałabym, że nasze Małe przypomina labradora naszpikowanego kofeiną. Przynajmniej z usposobienia.

Jest hiperaktywna, cieszy się do wszystkiego i wszystkich i próbuje zjeść co tylko znajdzie się w zasięgu jej szczęk. Jedyna wyraźna różnica jest taka, że labrador macha ogonem, a ona wierzga nóżkami.

Widzi mnie, cieszy się, widzi babcię, cieszy się, widzi przypadkiem spotkaną w restauracji obcą kobietę z niespełnionym instynktem macierzyńskim, cieszy się. Widzi kota, cieszy się, widzi karuzelkę, cieszy się.  I tak dalej, kontynuuj według wzoru. Słyszy Jadą, jadą misie, cieszy się, słyszy Czarne jagódki, cieszy się, a uwierzcie mi, fałszuję tak, że sąsiedzi niedługo złożą donos za znęcanie się nad zwierzętami. Dajemy witaminkę, cieszy się, myjemy pyszczek, cieszy się, kremujemy pyszczek, cieszy się. Rozbieramy, cieszy się, ubieramy, generalnie też się cieszy. Ciumkamy - cieszy się tak bardzo, że Dystrybutor wypada jej z buzi. Czasem nic się nie dzieje, więc tak po prostu cieszy się do siebie.

Skąd więc, przy tej dozie zaraźliwego bezzębnego uśmiechu dzień w dzień, bierze się moje balansowanie na skraju szaleństwa?

Może z niewyspania. Nie, żeby Chrabąszczyk nie dawał mi spać. Owszem, obudzi się w środku nocy żeby coś przekąsić, ale nakarmiona i przewinięta przelewa mi się przez ramię, zanim zdążę wsadzić do łóżeczka. W przeciwieństwie do mojego mózgu.

W tym właśnie momencie mój mózg postanawia przejrzeć listę wszystkiego, co zaplanowałam sobie na najbliższy tydzień, a na co już teraz wyraźnie widać, że zabraknie mi czasu. A przecież wiadomo, że bez zaniesienia sukienki do pralni czy umycia okien umrę, umrę śmiercią marną. Gdy pogodzę się już z tą wizją, mój mózg wyciąga mocniejszy arsenał i przeprowadza dokładną analizę mojego rachunku bankowego, na który w dzień staram się nie zaglądać, żeby się nie przerazić, ale w nocy jego stan wyświetla mi się na wewnętrznej stronie powiek. I okazuje się, że jeśli nie zginę od nieumytych okien, to umrę śmiercią głodową. Na sam koniec, gdy i tak nie ma już dla mnie ratunku, mój niezastąpiony mózg przypomni, że na pewno nie schowałam mleka do lodówki albo nie wykremowałam twarzy, i podsunie wizję bakterii namnażających się w tym mleku i skóry, która niczym kora brzozy pergaminowej zaczyna odchodzić całymi płatami z przesuszenia. A potem, niczym wisienka na torcie, zaczyna mnie swędzieć jedna pięta, drugie kolano, nos, łokieć i to miejsce na plecach, gdzie podrapie się tylko człowiek z elastopatią. Swędzenie może być spowodowane kocią sierścią, ale nie musi, więc czym, czym?

Niewyspanie to jedno, a totalny brak merytorycznego przygotowania do macierzyństwa to drugie. Ze dwa tygodnie temu odchodziłam od zmysłów i wyobrażałam sobie najczarniejsze wizje (oczywiście w środku nocy), bo mój Karaluszek nie chciał jeść i miał temperaturę 35,3˚C. Źródłem tych jakże niepokojących objawów okazał się być zepsuty termometr i pierwszy dzień upalnej pogody, który w moim urodzonym zimą dziecku spowodował taki niesmak, że odechciało jej się jeść. Na jeden dzień.

Teraz, o godzinie 11, w świetle dnia bezlitośnie wpadającego przez południowe okna, jasno widzę, że w szaleństwo wpędzam się sama. Ale powiedzcie mi to o 2 w nocy. Uwierzę, a jakże, i zacznę się zastanawiać, co ze mną jest nie tak, na jakim etapie dzieciństwa coś zostało spieprzone i czy dla Karaluszka jest już za późno, czy jest jeszcze dla niej jakaś szansa.

2 komentarze:

  1. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, widziałam na jednym blogu taki oto tekst: Kiedy rozum śpi, budzą się demony. Czyż nie trafne? Bo o ile popularną przypadłością jest bardzo rozmowny nocną porą mózg, to rozum już taki aktywny nie jest. Rozum wyłącza się jak tylko się ściemni i pozwala mózgowi błąkać się po tych wszystkich niezałatwionych sprawach, które rozum stara się w ciągu dnia blokować. Żeby tylko sypiali razem życie byłoby znacznie łatwiejsze...

    PS: Elastopatia jest przydatna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Totalne niezgranie w fazie. Trochę jak odwieczny problem kota w sypialni. A potem budzę się rano i wszystkie te nocne tragedie życiowe okazują się być pierdołami...

    OdpowiedzUsuń